PRZYPOWIEŚĆ O TALENTACH

Będzie też podobnie jak z człowiekiem, który wybierał się w podróż. Zawołał swoje sługi i powierzył im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, a trzeciemu jeden; każdemu według jego zdolności. I wyjechał. 

Ten, który otrzymał pięć talentów, natychmiast puścił je w obieg i zyskał drugie pięć. Podobnie i ten, który otrzymał dwa, zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, wykopał dół w ziemi i ukrył pieniądze swego pana.

Po dłuższym czasie pan powrócił i zaczął rozliczać się ze sługami. Najpierw przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i powiedział: «Panie! Dałeś mi pięć talentów. Oto zyskałem pięć następnych». Pan powiedział do niego: «Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w drobnych sprawach, nad wieloma cię postawię. Wejdź, aby radować się ze swoim panem».

Przyszedł następnie ten, który otrzymał dwa talenty, i powiedział: «Panie! Dałeś mi dwa talenty. Oto zyskałem dwa następne». Pan powiedział do niego: «Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w drobnych sprawach, nad wieloma cię postawię. Wejdź, aby radować się ze swoim panem».

Przyszedł wreszcie ten, który otrzymał jeden talent i powiedział: «Panie! Wiedziałem, że jesteś człowiekiem wymagającym. Chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzie nie rozsypałeś. Bałem się ciebie i dlatego ukryłem talent w ziemi. Oto masz, co twoje». 

Wtedy pan mu odpowiedział: «Sługo zły i leniwy. Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdzie nie rozsypałem. Powinieneś był więc przekazać pieniądze bankierom, a ja po powrocie odebrałbym je z zyskiem. Dlatego zabierzcie mu talent i dajcie temu, który ma dziesięć talentów. 

Każdemu bowiem, kto ma, będzie d1odane i będzie miał w nadmiarze. Temu zaś, kto nie ma, zostanie zabrane nawet to, co ma. A nieużytecznego sługę wyrzućcie na zewnątrz, w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów».

TEMU BOWIEM, KTÓRY MA, BĘDZIE DODANE; A TEMU, KTÓRY NIE MA, ZOSTANIE ODEBRANE NAWET TO, CO WYDAJE MU SIE ZE MA.

Ten fragment Biblii może dotyczyć wielu rzeczy, ale ja wolę używać go jako punktu wyjścia, jeśli chcę pokazać komuś, czym są dary duchowe i co one obejmują.

Wyobraź sobie, że nawróciłeś się dopiero wczoraj, masz zapał nowicjusza, ale o niczym nie masz pojęcia, a gdy już coś wiesz, chcesz o tym wszystkim opowiedzieć.

Czytasz i słyszysz od innych o darach duchowych.

Wiesz ze sa, ale teraz jestem sobie ja.

Prawie wszystkie dary duchowe, a mam na myśli te, których doświadczamy i które są widoczne dla innych, że Duch Święty działa przez nas, są efektem ubocznym tego, jak Bóg kształtuje nas w zaufaniu (istnieją wyjątki – ale myślę, że mogę to przyjąć jako ogólną zasadę – dzięki temu w większości przypadków można łatwo zrozumieć, co się dzieje).

NAJWAŻNIEJSZE JEST ZAUFANIE DO BOGA

Nie oszukujmy się, może się zdarzyć, że jesteśmy wierzący od dziesięcioleci, ale nigdy nie odważyliśmy się zadać Bogu trudnych pytań, jakbyśmy podświadomie wiedzieli, że Bóg nie odpowie i wtedy mielibyśmy „dowód” na to, że Bóg nie istnieje i wtedy ten fakt podważałby fundamenty naszej „wiary”, którą rozwinęliśmy. Jakbyśmy bali się, że Bóg sobie z nimi nie poradzi, albo boimy się, że nie poradzimy sobie z odpowiedziami Boga na nasze pytania. Muszę przyznać, że obawy są uzasadnione, ponieważ odpowiedź Boga na nasze trudne pytania może zniszczyć naszą „wiarę” do fundamentów. Aby budować na jej ruinach fundament wiary, którym jest zaufanie.

Modliłem się o zaufanie w przeszłości i zdałem sobie sprawę, że muszę stawiać czoła coraz trudniejszym sytuacjom. Zauważyłem, że Bóg nie wyleje na ciebie „łaski zaufania”, jak sobie wyobrażałem, ale Pan Bóg sprawi, że nauczysz się jej w locie, stawiając czoła coraz poważniejszym i trudniejszym sytuacjom. Pan Bóg osobiście poprowadzi cię za rękę, ale co jakiś czas wystawi twoją wiarę na próbę, również po to, abyś mógł naprawdę zobaczyć na własne oczy, jaki jest twój prawdziwy poziom zaufania do Niego.

To trudny proces, gdy raz zaczniesz, nie ma odwrotu, ale jeśli uważasz, że naprawdę jesteś gotowy wziąć na siebie większą odpowiedzialność, która wiąże się z otrzymywaniem poważniejszych darów duchowych, to Jezus mówi ci: Jeśli naprawdę tego chcesz, to śmiało. Pamiętaj tylko, że często, gdy prosisz Boga o zaufanie, prosisz się o kłopoty.

Sam Jezus poprowadzi cię za rękę, ale będziesz ponosił konsekwencje swoich błędów i braku zaufania, ponieważ wraz ze wzrostem poważnych darów duchowych bierzesz odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale przede wszystkim za innych. A każdy twój błąd, a raczej powinienem powiedzieć brak zaufania, ma ogromny wpływ na innych. Twoje posłuszeństwo woli Bożej może bardzo często iść wbrew temu, co sobie wyobrażasz, jak to logicznie dla ciebie działa, czego się „nauczyłeś”, jak On działa, a nawet wbrew całemu twojemu dotychczasowemu osobistemu doświadczeniu zaufania do Niego.

PIERWSZY TALENT

Ok, jesteś nowicjuszem i wpadłeś na pomysł, żeby się za kogoś pomodlić. Nie podszedłbyś do nikogo w rodzinie i nie zapytał wprost: czy mogę się za ciebie pomodlić? Żeby nie było żadnego zażenowania, a na pewno nie zrobiłbyś tego obcej osobie. Może w przyszłości. Rozumiem.

Jesteś jednak zdecydowany modlić się za kogoś, ale nikt się o tym nie dowie. Później będziesz obserwować tę osobę. <—– To już punkt wyjścia do darów duchowych.

ZACZYNAMY OD TEGO, CO MAMY – NAWET JEŚLI WYDAJE SIĘ TO BARDZO MAŁO

Jeśli spróbujesz tego, nawet jeśli nie masz odwagi, aby podejść do kogoś, to już wystarczy. Zaczynamy od tego, na co mamy odwagę – może to być modlitwa za innych w ukryciu.

JEZUS KAŻDEGO MOŻE POPROWADZIĆ ZUPEŁNIE INACZEJ

Mogę spróbować opisać krótko, jak to było w moim przypadku. Bardzo krótko, bo to będą fragmenty z ponad 10 lat.

Nie wiem, od czego zacząć, bo historia jest długa, ale może zacznę od tego, że zanim zacząłem wierzyć, albo zostałem „nawrócony”, zastanawiałem się, czy Bóg może istnieć, ale też zetknąłem się z rzeczami, które w tamtym czasie można by nazwać formą okultyzmu. Pracowałem w pięciogwiazdkowym hotelu jako sprzątaczka. Pewnego dnia miałem za zadanie rozdać Biblię do każdego pokoju. Przypomniałem sobie z książki Robinson Crusoe, jak rozbił się jego statek i że otworzył Biblię i pomyślał, że Bóg coś do niego powiedział. Pomyślałem, że ja też spróbuję ją otworzyć, a potem spróbuję wywnioskować, czy to coś od Boga, czy też po prostu mam jakąś psychologiczną potrzebę wiary w coś i w ten sposób „przekonuję” siebie, że to jest od Boga, ponieważ człowiek po prostu musi w coś wierzyć, żeby czuć się dobrze, ponieważ to jest nasza ewolucja przetrwania – nad tym się zastanawiałem, mniej więcej, zanim się nawróciłem.

Modliłem się mniej więcej tak:

Nie wierzę, że istniejesz, ale jeśli naprawdę istniejesz, przemów do mnie. – Otworzyłem Biblię na chybił trafił i pierwszą rzeczą, jaką przeczytałem, było:

MÓDL SIĘ!

Będę szczery, byłem bardzo przestraszony. Myślałem o tym nerwowo przez chwilę i próbowałem zrozumieć, co się dzieje z tym, co przeczytałem, ile z tego może być zbiegiem okoliczności itd. Ale po jakimś czasie o tym zapomniałem.

KTO JEST WIERNY W MALEJ RZECZY, JEST WIERNY I W WIELKIEJ; A KTO W MALEJ RZECZY JEST NIEUCZCIWY, JEST NIEUCZCIWY I W WIELKIEJ

Długo po moim pierwszym nawróceniu, ale jeszcze nie nawróconym, nazwijmy to tak, modliłem się za ludzi, po prostu modliłem się za nich. Później doświadczyłem sytuacji, kiedy miałem ochotę modlić się za parę przyjaciół, mimo że byli niewierzący i nie identyfikowali się jako chrześcijanie. Modliłem się przez około tydzień każdego dnia przez około 20 minut, jeśli dobrze pamiętam. Czułem się z tym dziwnie i było to dla mnie niezrozumiałe, nie byłem pewien, czy nie wchodzę w to, ale „eksperymentalnie” kontynuowałem modlitwę za nich. Tydzień moich modlitw za nich minął, gdy ta dziewczyna zadzwoniła do mnie i oznajmiła, że ​​się rozstają – ten związek trwał już jakiś czas.

Już wcześniej brałem udział w różnych grupach modlitewnych, katolickich i zielonoświątkowych, a także w pewnej pracy ewangelizacyjnej. Modliłem się za ludzi od jakiegoś czasu. Tym razem poczułem, że Bóg – być może Bóg – chce, abym modlił się za ludzi, których On sam mi wskaże. Czułem się z tym bardzo dziwnie i niepewnie. Zdarzało się wcześniej, że modliłem się za ludzi, za których myślałem, że Bóg chce, abym się modlił, ale nadal nie byłem do końca pewien, czy sobie tego nie wyobrażam. Starałem się postępować zgodnie z instrukcjami Boga, ale czułem się bezpieczniej w swojej rutynie i często do niej wracałem.

Zacząłem też mieć wątpliwości, ponieważ wydawało mi się, że Bóg chce, abym modlił się za ludzi wierzących, zaangażowanych, z których żaden nie modli się wiele. W moich rozważaniach i analizach doszedłem do wniosku, że coś w tym może być, ponieważ to „przekonanie” towarzyszyło mi niemal każdego dnia przez długi czas.

Tutaj byłem uparty, bo myślałem, że ludzie, których Bóg mi pokazuje, nie potrzebują modlitwy aż tak bardzo, bo wiedziałem, że niektórzy z nich, albo przynajmniej niektórzy poświęcają godzinę dziennie na modlitwę. Myślałem, że nie stanie im się wielka krzywda. Wolałem modlić się za ludzi, którzy na pierwszy rzut oka wydają się mieć problemy duchowe i prawdopodobnie nie modlą się wiele. Stałem twardo przy swoim, zwyciężył we mnie rozum i to, co widzę.

Później okazało się, że ci „mocni w wierze”, za których myślałem, że nie potrzebują modlitwy, bo sami dużo się modlą, wplątali się w sytuacje, których bym się po nich nie spodziewał, a liczyli na wiarygodność wspólnot, w których uczestniczyli. Ta sytuacja otworzyła drogę do szeregu negatywnych konsekwencji i wydarzeń w przyszłości. To było jak efekt domina. Pamiętam, że zacząłem bardzo żałować, że nie modliłem się za tych ludzi, za których Bóg od dawna mi pokazywał, że mam się modlić. Być może historia potoczyłaby się inaczej, gdybym był posłuszny i modlił się za nich tak, jak Bóg mi pokazał.

Po pewnym czasie zostałem wstawiennikiem modlitewnym, modląc się okazjonalnie za ludzi w społecznościach katolickich, zielonoświątkowych, a także w niektórych dziełach ewangelizacyjnych. Często w grupach modlitewnych, modląc się za kogoś, Pan objawiał mi trudne rzeczy na temat tej osoby. W porównaniu z innymi wstawiennikami, powoli stało się to moją cechą wyróżniającą, ale także kontrowersyjną – chociaż w tamtym czasie nie było to powszechne. Sprawiało, że czułem się trochę nieswojo, czasami z tego powodu wybuchały krótkotrwałe konflikty. Przekonanie przeważało i nadal przeważa, że ​​Duch Święty daje słowo, które pociesza, buduje, a jeśli gani, to podnosi ducha. Trudno mi było się z tym nie zgodzić, ale nie wybrałem tego, co miałem do powiedzenia – powiedziałem to, co rozeznałem – naprawdę widziałem potrzebę pracy nad sformułowaniem, aby lepiej to ująć w słowa, ale wiedziałem, że nie mogę posunąć się tak daleko, aby sformułować to w taki sposób, aby zmienić znaczenie pod względem treści..

Nauczyłam się metodą prób i błędów, zgadzałam się z ludźmi, którzy przypominali mi, że ludzie mają różną wrażliwość, że mogę ranić tym, co mówię. Z pewnością zdarzyło mi się powiedzieć coś więcej, niż powinnam i w niewłaściwy sposób.

Mimo to szybko zorientowałem się w rozmowach, że jeśli próbuję mówić w taki sposób, aby nie ranić ludzi, a jednocześnie przekazywać najważniejsze treści, to najważniejszy „przekaz” do nich nie dociera. Ludzie wybiorą z twojej wypowiedzi i zapamiętają coś, co nie jest najważniejsze, ale pomyślą, że tak jest (nie zawsze tak się działo, ale bardzo często). Stresowało mnie to i irytowało ludzi, ponieważ naprawdę często dotyczyło ważnych rzeczy, a moim jedynym zadaniem było sprawić, aby zrozumieli, co chciałem przekazać. Zadanie wydaje się proste, ale wcale takie nie jest, ponieważ okazało się, że ludzie tak naprawdę wybierają to, co chcą usłyszeć. Nawet ci, którzy sami proszą o pomoc, odrzucają pomoc, jeśli nie pasuje ona w ich opinii do tego, co już wiedzą.

Następną rzeczą, którą zrozumiałem, jest to, że tak naprawdę nie ma znaczenia, jak „empatycznie” i jak powoli przekazujesz trudne wiadomości. Tak, nie możesz przekazywać takich wiadomości komuś, jakby cię to nie obchodziło (to wystarczy).

Rozumiem, że można mnie oskarżyć o zmyślanie tego wszystkiego, ale widzę, że ludzie mają problem z wezwaniem do nawrócenia. Są zaskoczeni i zszokowani, że coś, co ukrywają, może wyjść na jaw.

To, co napisałem powyżej, to wnioski, do których powoli doszedłem później, ale wtedy broniłem tego, co wierzyłem, że Bóg mi pokazuje przeze mnie podczas modlitwy nad ludźmi. Mam na myśli głównie te trudne rzeczy, ponieważ te rzeczy nie zdarzały się zbyt często, ale jeśli już się zdarzały, mogły przerodzić się w konflikty, dyskusje i polemiki. Od czasu do czasu okazywało się to prawdą, ale najczęściej w tamtym czasie ludzie się do tego nie przyznawali i konflikty, które z tego powstawały, stawały się coraz częstsze. Czasami spotykałem się z ostrymi reakcjami. Mimo że tego broniłem, sam miałem wątpliwości co do tego, co się dzieje. Może diabeł objawia mi prawdę o ludziach, ale robi to w taki sposób, że wywołuje konflikty, bo jest od nas inteligentniejszy itd. I rozważałem w głowie wiele podobnych hipotez. Zastanawiałem się też bardzo, że jeśli Duch Święty objawia mi takie rzeczy, to dlaczego nie objawia podobnych rzeczy innym podczas modlitwy.

Kiedy szukałem opinii innych osób religijnych na temat tego, co myślą na ten temat, poza okazjonalną zmianą, że Duch Święty wzbudza, buduje, nie niszczy itd., rzadko ktoś miał coś innego do powiedzenia niż ta opinia. I tak samo jest w kręgach katolickich i protestanckich. Byłem tym zaskoczony, ponieważ w Biblii i Nowym Testamencie nie brakuje napomnień, wezwań do nawrócenia, potępienia grzechów, demaskowania hipokryzji – także tych pierwszych chrześcijan, których uważamy za wzory i publicznej konfrontacji tych wysoko postawionych we wspólnocie – “starszych”. Byłem naprawdę zaskoczony, że kościół po obu stronach ma tak mało do powiedzenia na ten temat – jakby był to tak trudny temat i zagadka do rozwiązania dla prawie każdego.

BÓG NIE MA PROBLEMU Z NASZYMI GRZECHAMI; BÓG MA PROBLEM Z TYM, ŻE PO POWOŁANIU DO NAWRÓCENIA CHCEMY W NIM TRWAĆ

Czasem widziałam ciemność, ale na przykład taką, która odnosiła się do jakiegoś konkretnego obszaru życia i wielu innych szczegółów; ale kiedy pojawiała się ciemność, zawsze odnosiła się do powiedzenia nie Bogu w jakimś obszarze – pomimo tego, że ta osoba jest powołana do zrobienia czegoś, działania lub reakcji – może to dotyczyć na przykład nieprzebaczenia – w takich okolicznościach diabeł ma duchowe prawo ingerować w życie ludzi i będzie działał poprzez te miejsca – ponieważ świadomie sprzeciwiamy się Bogu – nawet jeśli jest to rzecz niewinna, która naszym zdaniem nie ma większego wpływu na nasze życie.

Chcę podkreślić, że ludzie, którzy grzeszyli bardzo poważnie przez długi czas, ale kiedy modliłam się za nich, Bóg nie pokazał mi tego jako ciemności – ponieważ przypuszczam, że było to bardziej spowodowane zagubieniem w życiu niż świadomym sprzeciwianiem się Bogu i powiedzeniem mu nie.

A innym razem człowiek wydaje się być zorganizowany i uporządkowany, a jednak Bóg pokazuje pewien obszar życia jako ciemność – gdzie dla mnie zawsze jakoś oznaczało to powiedzenie Bogu stanowczego nie – świadomie. Więc to naprawdę się różni.

Niektóre z tych przypadków i historii były naprawdę bardzo hardcorowe i można było doświadczyć ataków demonicznych, zdecydowanie chciałbym do tego wrócić, ponieważ te historie są bardzo pouczające, jak człowiek jest manipulowany przez złego ducha nawet wśród wierzących. Dlaczego może działać przez ludzi i przez nas, a kiedy nie może. Jak to możliwe, że jest obecny w kościele i dlaczego. Myślę, że wielu księży ma naiwne i życzeniowe podejście do tych tematów, wielu wie, że powołuje, ale nie wie, do którego kościoła, ale są też tacy, którzy znają się na rzeczy. Znają się, ponieważ podejmują duchową walkę dla innych ludzi. Jeśli nie masz doświadczenia, najlepiej zacząć od modlitwy za innych ludzi – wierzę, że w ten sposób szybko nadrobisz zaległości – zobacz na własne oczy, jak naprawdę wygląda walka duchowa, konfrontując się z naszym i cudzym utartym i nierealistycznym podejściem do tych spraw.

Ciągle powtarzasz, że twoim obowiązkiem jest udzielanie sakramentów i chwalę cię za to – wierzę, że to jest minimum, którego się od ciebie wymaga. Jeśli już oddałeś swoje życie Jezusowi, zdecydowałeś, że nie będziesz miał rodziny dla królestwa Bożego, to może warto pójść na całość? Zacznij walczyć duchowo o ludzi, módl się za nich, staraj się wejść w ich problemy duchowe, pomagaj im duchowo, rozeznawaj duchowo, ofiaruj się duchowo za nich itd. Jeśli nie pójdą do ciebie, to do kogo pójdą? Do świeckich? Może są tacy, ale myślę, że wszyscy się zgadzamy, że to nie świeccy powinni wykonywać to zadanie w pierwszej kolejności. Potem zastanawiasz się, dlaczego ludzie zwracają się do okultyzmu lub dlaczego zwracają się do kościołów protestanckich po duchową pomoc. Ponieważ są bardziej inteligentni i doświadczeni w tych sprawach niż ty w kościele katolickim. Wiedzą, jak działać, a nie tylko o tym mówić, jak to jest w twoim przypadku, chociaż kościół katolicki ma zdecydowanie większe narzędzia, aby pomagać ludziom duchowo.

Następnym „skokiem” było to, gdy Bóg zaczął mi objawiać intencje ludzi bardziej szczegółowo na różnych spotkaniach wspólnotowych i kościelnych (w tym czasie nie uczęszczałem już na różne grupy, gdzie modlitwa była jednym z elementów spotkania).

To był pierwszy raz, kiedy doświadczyłem takich sytuacji, gdy w grupie dzielenia się, gdy ktoś mówił, Bóg od razu pokazywał mi, czy to pochodzi od Niego, czy nie. I bez mojego pytania o to.

Czasami wyglądało to tak, jakby ktoś zaczynał mówić i nagle i niespodziewanie w mojej głowie pojawiał się obraz z „duchowym ciężarem” (wcześniej czy później zapiszę, co przez to rozumiem i spróbuję to wyjaśnić). Dopóki ten obraz trwa, wiem, że to, co ta osoba teraz mówi, nie pochodzi od Niego. Gdy ten obraz ustępuje, wiem, że ustępuje również stwierdzenie, które sprzeciwia się Bogu.

Zdarzyło się, że ktoś coś powiedział, a Bóg pokazał coś przeciwnego, że to, co ta osoba teraz mówi, jest ważne i że pochodzi od Niego i jest Jego wolą, a Bóg chce, abyśmy w tej sprawie za Nim podążali. Jeśli coś takiego widziałem, to zazwyczaj nie mówiłem, że coś widziałem podczas rozmowy, bo zazwyczaj nie miałem dość odwagi, jeśli już, to zabierałem głos i mówiłem, że uważam to za dobry pomysł, albo po jakimś czasie tego samego dnia lub innego dnia rozmawiałem na inny temat, żeby w końcu „zaczepić” się o to, co mnie naprawdę interesuje, czyli o to, co ta osoba mówiła, kiedy Bóg pokazał mi ten obraz i rozmawiałem z nią o tym. Wyrażałem swoją opinię, chciałem głębiej zrozumieć, co ta osoba chciała przekazać – również z czystej ciekawości, zachęcając do tego mimochodem, żeby ta osoba mogła spróbować to zrealizować itd.

Te obrazy były silnymi przeżyciami duchowymi i tutaj nie miałem już wątpliwości, czy są prawdziwe, czy nie. Częściej nie rozumiałem, dlaczego Bóg pokazuje mi rzeczy tak „zupełnie niespodziewanie” i co chce, żebym z tym zrobił dalej, bo było to dla mnie niejasne. Czasem wiedziałem, co robić, a czasem nie (wtedy wierzyłem, że jeśli Bóg mi coś objawił, to mam obowiązek, jeśli nie przekazać tego dalej, to przynajmniej jakoś zareagować – wierzyłem, że jeśli tego nie zrobię, to będzie to mój bardzo poważny grzech – ale z perspektywy czasu widzę, że Bóg uczył mnie, jak używać tego daru i z czasem korygował moje myślenie). Zaczęło się od tych obrazów pojawiających się podczas mszy świętych i kazań księży, których ledwo znałem.

Doszło do tego, że te obrazy manifestowały się nawet podczas mszy i kazań księży, których ledwo znałem. Dotyczyło to tych, którzy przewodzili wspólnotom i ich opiekunów, ludzi ze wspólnoty, gdy przemawiali, nawet niektórych ludzi, których oglądałem na YouTube, a których nigdy nie spotkałem – z tym nie miałem pojęcia, co robić. Czy powinienem się z nimi skontaktować? A jeśli tak, to co dokładnie powinienem do nich napisać? Jeśli dla mnie było to dziwne, to dla nich było jeszcze bardziej dziwne. Stresowało mnie to, ponieważ wiedziałem, że musi być jakiś powód, dla którego Jezus mi to wszystko pokazywał i że był jakiś cel, którego nie znałem.

Nie mogłem pojąć, dlaczego pokazywał tak wiele o niektórych, a praktycznie nic o innych. W społeczności byli ludzie, którzy wyraźnie zmagali się z czymś lub mieli jakieś poważne problemy duchowe. Wydawało mi się, że dar, który otrzymałem, będzie idealny w takich przypadkach. Rzadko ci ludzie prosili o pomoc, ale zdarzało się, że czasami prosili o modlitwę. Kiedy do tego doszło, Bóg nie objawił niczego o osobie, jaki jest problem, jak pomóc, ani nawet o co się modlić.

Dokładnie tak to wtedy przeżyłem

W jednym z najbardziej burzliwych okresów mojego życia międzywspólnotowego, kościelnego i modlitewnego doświadczyłem, że Bóg objawił mi prawdziwe motywacje ludzi, zaskakując mnie na bardzo szczegółowym poziomie. Podzielone na to, co sami sobie uświadamiają i czego sami sobie nie uświadamiają, dlaczego odmawiają nawrócenia i jaki jest prawdziwy powód tego, co robią i co spodziewają się osiągnąć w związku z tym. Dotyczyło to poszczególnych księży, liderów, koordynatorów, niektórych osób, które oglądałem na YouTube, prowadzących spotkania, ważnych osób we wspólnotach, również tych na średnim szczeblu i innych osób, ale nie wszystkich.

Zauważyłem, że Bóg objawia mi motywacje innych w najdrobniejszych szczegółach w wybranym przez siebie czasie, gdy ludzie powołują się na autorytet Boga, Ducha Świętego, jakąś wspólnotę i autorytet kościoła i próbują wymusić coś, co jest sprzeczne z Jego wolą, czasami kategorycznie jej przeciwne.

Powoli zaczęło do mnie docierać, co nadchodzi. Stopniowo zacząłem rozumieć niektóre rzeczy coraz bardziej, ale nie wszystko. Ludzie wywierali na mnie presję, abym coś zrobił, dołączył do czegoś gdzieś, przyczynił się – przekonująco i rozsądnie argumentując za tym.

Powinienem napisać, że w okresie poprzedzającym te wydarzenia i sytuacje dość często otrzymywałem duchową wiedzę dla siebie jako bardzo surowy zakaz od Jezusa angażowania się w cokolwiek. Ostrzeżenie, że ludzie będą próbowali mnie przekonać i przekonać, że mają duchową wiedzę, abym zaangażował się w ich społeczność lub pracę. Byłem bardzo zaskoczony, dlaczego Jezus tak często mi o tym przypomina i „mówi” do mnie w tak bardzo surowy sposób.

Ale muszę przyznać, że gdy nadszedł czas i to naprawdę zaczęło się dziać, pokusa była wielka. Zrozumiałem. Dodatkowym potwierdzeniem było to, że we wspólnocie zielonoświątkowej, tak jak we wspólnocie katolickiej, mówili i dawali mi do zrozumienia bardzo podobne rzeczy w tym samym czasie: że rozeznają wolę Boga wobec mnie, a ja powinienem się w to i owo zaangażować (zawsze wydawało mi się, że Duch Święty jest jeden i nie ma różnych opinii) – streszczam to i upraszczam własnymi słowami. Kolejny dowód z wielu, że mówili sami od siebie.

Ale presja rosła i wiedziałem, że muszę podążać drogą, którą Pan mnie prowadzi – której sam często nie rozumiałem. Pan pokazał mi, że odpowiedzialność jest wielka, ponieważ chodzi tu o wiarę wielu ludzi. Pan posłał mnie, abym skonfrontował się z tymi ludźmi, może sami adresaci się nie nawrócą, ale ludzie, którzy na to spojrzą, tak. Zrozumiałem, dlaczego Pan tak szczegółowo objawił mi ich motywacje, dlaczego nie chcą się nawrócić. Ujawnił mi to stopniowo w swoim czasie, abym nie dał się oszukać, ponieważ oni naprawdę potrafią być bardzo przekonujący.

Pan objawił mi, jakie będą konsekwencje, jeśli nie będę Mu posłuszny w danym momencie i że nie będzie możliwości, aby całkowicie to naprawić w przyszłości.

Objawił mi również, że jeśli będę Mu posłuszny, pokaże mi, jaki będzie stan duchowy wspólnoty za rok.

KTO ODSTĄPI OD CHOĆBY JEDNEGO Z NAJMNIEJSZYCH PRZYKAZAŃ I NAUCZY GO LUDZI, BĘDZIE NAJMNIEJSZY W KRÓLESTWIE NIEBIESKIM. KTO ICH SPEŁNIA I NAUCZY SPEŁNIAĆ, BĘDZIE WIELKI W KRÓLESTWIE NIEBIESKIM.